Byle dalej i wciąż do przodu?

Dawno tu nie byłam, wybaczcie, ale taka chyba jestem. Ciągle dalej, do przodu…?
A może jednak właśnie nie. Miałam już w swoim życiu kilka momentów, gdy coś się kończyło, a coś zaczynało – to całkiem normalne. I zazwyczaj, gdy zbliżam się do końca jakiegoś etapu, towarzyszą mi dwa uczucia. Z jednej strony chciałoby się niczego nie przerywać, zostać i zostawić tak jak jest, bo jest dobrze. Jednak z drugiej strony jest ciekawość i coś, co porywa do przodu, byle dalej i szybciej.
Potem przychodzi taki moment i nagle się okazuje, że jest już inaczej, że nie ma już tego, co było. Są wspomnienia.
I najbardziej mi szkoda relacji i ludzi, z którymi mam(miałam) dobry kontakt, a teraz jakoś tak ciężko. Choć to normalne. Kiedyś jedna bardzo ważna dla mnie osoba powiedziała, że musimy się nauczyć nieprzywiązywania do konkretnych osób, bo ludzie się zmieniają. Trzeba kochać ich teraz i pozwolić odejść w przyszłości. Nauka to popiera – nasz mózg potrafi na bieżąco ogarnąć 148(lub niewiele więcej) relacji, dlatego jedni odchodzą i inni przychodzą. I wszyscy są wspaniali.
Dziękuję za wszystkie znajomości i przyjaźnie, które gdzieś tam poszły swoją drogą. Mam nadzieję, że te osoby są szczęśliwe i tego im z serca życzę.
A ja? I ta moja sentymentalność… cóż trzeba wstać i iść dalej.
Do zobaczenia, może kiedyś, na szlaku życia. ;)

„Gdzie jesteś?” – dobre pytanie

Dawno mnie nie było.. Wieele się pozmieniało, już prawie zleciał pierwszy semestr studiów. W ciągu tego roku też wiele się wydarzyło, przeżyłam wiele, mam mnóstwo refleksji, doświadczeń i lekcji. Pozwolicie, że zachowam jednak dla siebie większość z nich. Cały czas się uczę.

Dziś 20 grudnia.. końcówka adwentu. A ja? Na samym początku tego czasu pojechałam na skupienie do Sióstr Honoratek pod Warszawę(polecam!). Tam ojciec zadał nam pytanie: „Gdzie jesteś?”. To pytanie też Bóg kieruje do Adama po grzechu pierworodnym(Rdz 3, 9). Ciężko mi było na nie odpowiedzieć. Dużo się dzieje przecież, ja, jak większość świata, gonię za wszystkim. Mam mnóstwo spraw, problemów. Siedzę w nich. Aaale… to nie odpowiedź.
Kolejne tygodnie adwentu, a ja nadal „nie czuję tego klimatu”. Wszyscy z niecierpliwością czekają na święta, tyle się o tym mówi. A do mnie to nie dociera? Jak?
Poszłam do sklepu. I wracając, skierowałam myśl ku górze. Bo ja nie wiem, gdzie jestem. Kiedy w tym całym natłoku spraw, tracę Go sprzed oczu, gubię się w tych moich „rozkminach”. A On? Siedzi cierpliwie. Jak zawsze. Czeka, aż wreszcie przestanę się zajmować tylko JA. Gdy znika JA, wtedy dzieją się cuda :)

Ilekroć, czujesz się potępiony, to nie On potępia, ale ty sam. Trzeba to przyjąć bez emocji. Zaakceptować. Wrócić. To jest właśnie ten czas. „Klimat” jest nieważny. Zajmij się sercem.

Oświadczam, że… żyję.

Dawno tu nie zaglądałam, no będzie już przeszło rok. Wiele w tym czasie się zmieniło, wydarzyło…

Nie wiem, czy mam Wam coś do przekazania, wybaczcie. Chyba jednak nic. Chcę tylko powiedzieć, że żyję. Jestem zdrowa, uczę się do matury, która już za kilka miesięcy… ale wiem niewiele. Radzę sobie.
I tak sobie myślę, że czasem dobrze jest spaść na dno, by potem móc się odbić. Bo kiedy nie mamy już chyba nic, nie możemy nic stracić, a niżej niż na dno też nie da się spaść. Droga prowadzi tylko ku górze.
Ktoś ciągle powtarza, że łatwo nie będzie. Że „będzie bolało”.. Ale grunt to się chyba nie poddawać. A dziś jest jeden z takich dni, kiedy chętnie to zrobię. Kiedy tylko czekam na pozwolenie, by wszystko rzucić, ale mi nie wolno.

Dla Was jednak coś mam… Takie spostrzeżenie, że wszystko może dojść do dobrego, jeśli bardzo chcemy. Wymaga to jednak wysiłku. Aj… takie gadanie. No może dla niektórych z Was, owszem. Ja sama wciąż walczę, teraz stoję w miejscu, bojąc się bardzo kolejnego kroku. Ale co da, gdy staniesz? Przed sobą nie uciekniesz, życia nie przeskoczysz. Ile będzie można udawać, że jest OK???

No właśnie.

Czy bezinteresowność istnieje?

Długo się nad tym zastanawiałam wczoraj… I powiem szczerze, że nie rozumiem. Może ktoś ma jakiś pomysł?
- Naiwna jesteś!(…) Świat wcale nie jest dobry. A jak dalej tak będziesz myśleć, to cię zniszczy.
Pocieszające? Baardzo :(

Większość ludzi(na szczęście nie wszyscy) doszukuje się jakiejś korzyści z normalnych gestów. To głupie! Czy istnieje jeszcze coś takiego, jak BEZINTERESOWNOŚĆ? Tak, ale nikt nie chce w nią uwierzyć. Bo: „co ty z tego masz?”. Powiem, że raczej nic dobrego, ale to chyba nie jest mój błąd, ale tego świata, ludzi.

Chciałabym zrozumieć choć trochę ich argumenty, jeśli jakieś posiadają, bo na razie przecież nie usłyszałam żadnego. Tylko.. nie, już nic.
____________________________

Można kochać wszystkich.. Z niektórymi ludźmi jednak przychodzi to trudniej.

~ taki znajomy, często gadamy :P

Podsumowanie…

Stoję przed domem i patrzę na księżyc…

I coś Ci powiem. Możesz myśleć, że jestem nienormalna, coś ze mną nie tak, nie pasuję… To chyba nawet prawda, ale nie powód, abym zmieniała przekonania, ideały, cele. Wręcz przeciwnie! Tym bardziej będę „zmieniać świat”, na przekór wszystkim dookoła. Błędem było dać wmówić sobie, że to, co kiedyś było ważne, nic nie znaczy. Naprawiam ten błąd.
Rezygnacja i ucieczka nie pomoże. Nic nie da. Powiem więcej: pogorszy wszystko. Wiem, bo prawie uciekłam. To nie było fajne.
(…)
Na siłę tego świata nie „naprawię” i nawet nie zamierzam Ciebie przekonywać do czegokolwiek. Zacznę od tej trudniejszej strony – od siebie. Nie można przecież całe życie się oszukiwać, nie?
To było, powiem, nawet przydatne. Teraz przynajmniej wiem, czego chcę. Wątpliwości jest jeszcze więcej, ale taka już chyba dola ludzka.
I tak: nie palę, nie piję, zaczekam do ślubu i na pewno nigdy nie poprę wojen, zabijania… To nie jest łatwe(nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak ciężko mi to pisać) i nigdy nie będzie, ale wiem, że tak jest dobrze.
Może nawet ostatnimi czasy wydaje się trudniejsze. Chyba jednak nie mogę zgadzać się na ludzką nienawiść, bo wiem, co to jest.
No tak… jestem naiwna :) To bardzo możliwe, bo piszę teraz coś, w co Ty kompletnie nie dajesz wiary. Z całym szacunkiem oczywiście, bo to nie ma na celu obrażania kogokolwiek, czy nakłaniania… To tylko takie moje wnioski.
(…)
Na koniec chyba Ci nawet podziękuję, za pokazanie kilku ważnych prawd, choć chyba Twoim celem był efekt odwrotny.

________________________________

Wiele się ostatnio działo, nie tylko ostatnio. Nie można jednak trwać w błędzie cały czas, bo to głupie. Znowu zaczynamy od nowa :D
To niby takie błędne koło, ale… no wiesz, o czym mówię. xD
_________________________________

A teraz jestem tu Panie proszę Cię
Bym w szalonym świecie tym odnalazła się
Chcę po prostu w ciszy tak przed obliczem Twym
Stanąć wobec nich i przy Tobie być.

[Siloe]

Wartość życia…

Rozmowa 3 postaci o…

N a r r a t o r :
jeszcze jedna chwila
serce raz jeszcze stuknęło
ucho szept posłyszało
oko łzami zalało
?
Z a r o d e k :
niebo jest różowe
trawa jest niebieska
słońce czarne
a chmury fioletowo świecą
?
N a r r a t o r :
zły demon przeciął życia
niteczkę
i duszyczka mała do nieba
uleciała
?
O n a :
świat się skończył
dusza z ciałem się minęła
na ziemi czarny śnieg lądował
a ja siedzę w kącie życia
czekam na zbawienie
ulitowanie
na Ducha zesłanie
?
N a r r a t o r :
Ty go wtedy zobaczyłaś
takie małe martwe życie
nie płakałaś
lekarzowi dziękowałaś, wyszłaś.
?
O n a :
bo gdzieś
mi odfrunął
niech trzepnie mnie czasem
zawróci na drodze
?
Z a r o d e k :
w moim świecie księżyc opowiada
bajki
na dzień dobry
?
O n a :
Powracam myślami do czasów
przyszłości
gubię przeszłość i zaczynam..
[myśl urwana]
?
Znowu O n a :
przeszłość mnie goni
a ja nie pozwalam złapać teraźniejszości
i będę uciekała
?
Z a r o d e k :
Tato odwiózł Cię do domu.
?
O n a :
klepsydra piasek wyrzuciła
ty nie wrócisz
ja zgubiłam…
?
Z a r o d e k :
A ja siedzę pod schodami
I rozmawiam z aniołami.
?
O n a :
… siebie
?
N a r r a t o r :
oddzieliła grubą kreską wspomnienia
i marzenia
nie ma w nich już nawet wątpliwości
cienia

Życie ludzkie nie ma ceny – nie można go kupić czy sprzedać. Życie ludzkie jest darem, do którego każdy ma prawo… Czemu bronimy swojego życia(kariery, „wolności”), a odbieramy to prawo innym??? Nie ogarniam.

Napisałam to w czasie ferii zimowych na jeden z konkursów, ale nie wysłałam. Jakoś samo wyszło – nie mogłam. Potem zostało to w komputerze, jak wiele innych tekstów, i jakoś tak… Dobra – powiedzmy po prostu: nie rozumiem. Tyle… nie ma co pisać…

Refleksja

W tłumie człowiek jest samotny – im więcej osób dookoła, tym bardziej dociera, że nie ma tak naprawdę nikogo. Gdy obok były dwie osoby, wiedzieć mogłam, że mam kogoś. Teraz – jest ich znacznie więcej, lecz jakże ciężko znaleźć tę(osobę), która towarzyszyć ma mojej drodze… choć przez czas jakiś. Głównie dużo kontaktu gdzieś zanikło… Ja po prostu czekam(i tęsknię oczywiście <3 ).

*****************

Miłego dnia :)

Za bardzo?

Głupia sprawa, jak za bardzo zależy. Kiedy wszystko przestaje mieć znaczenie – skupiasz się na jednej sprawie i… nagle coś się psuje. Jeszcze, kiedy nie mamy wpływu na bieg wydarzeń. Smutek Strasznie denerwujące. Irytacja

Hahaha… Miałam zmądrzeć, pamiętacie? Właśnie. Powtarzam te same błędy. I może jedynie z tą różnicą, że wpadłam nieco wcześniej. Bardziej mi jednak zależało(teraz już nie).

Siedzę w pokoju, na łóżku i użalam się klawiaturze na coś, na co nie mam w ogóle wpływu. Zwariowałam? Bynajmniej. Raz nie pierwszy i nie ostatni. Za kilka dni mi przejdzie.
Cieszę się, że są ferie. Nie mam przynajmniej takiego kontaktu z innymi(nie w chwilach, kiedy chcę być sama).

Wiecie, to nawet zabawne… I jednocześnie takie głupie. Płakałam. Płakałam chyba godzinę, żeby teraz narzekać, że boli mnie głowa. Nic to nie zmieniło…

Teraz może będę mądrzejsza. Nie można mieć wszystkiego. Szczęścia też na siłę. Zamyślenie

Szkoda tylko włożonej pracy… przynajmniej jednak mam jakieś wnioski dotyczące tematu.

Kończę… kończę i chyba… zajmę się historią – ta przynajmniej może się do czegoś przyda.

Dobranoc. Czerwone serce

Za bardzo?

Głupia sprawa, jak za bardzo zależy. Kiedy wszystko przestaje mieć znaczenie – skupiasz się na jednej sprawie i… nagle coś się psuje. Jeszcze, kiedy nie mamy wpływu na bieg wydarzeń. Smutek Strasznie denerwujące. Irytacja

Hahaha… Miałam zmądrzeć, pamiętacie? Właśnie. Powtarzam te same błędy. I może jedynie z tą różnicą, że wpadłam nieco wcześniej. Bardziej mi jednak zależało(teraz już nie).

Siedzę w pokoju, na łóżku i użalam się klawiaturze na coś, na co nie mam w ogóle wpływu. Zwariowałam? Bynajmniej. Raz nie pierwszy i nie ostatni. Za kilka dni mi przejdzie.
Cieszę się, że są ferie. Nie mam przynajmniej takiego kontaktu z innymi(nie w chwilach, kiedy chcę być sama).

Wiecie, to nawet zabawne… I jednocześnie takie głupie. Płakałam. Płakałam chyba godzinę, żeby teraz narzekać, że boli mnie głowa. Nic to nie zmieniło…

Teraz może będę mądrzejsza. Nie można mieć wszystkiego. Szczęścia też na siłę. Zamyślenie

Szkoda tylko włożonej pracy… przynajmniej jednak mam jakieś wnioski dotyczące tematu.

Kończę… kończę i chyba… zajmę się historią – ta przynajmniej może się do czegoś przyda.

Dobranoc. Czerwone serce

Troszkę o pierwszym piątku miesiąca…

Dziś pierwszy piątek – taki bardziej wyjątkowy, bo pierwszy w roku.

Anioł

Wielkie objawienia Serca Jezusowego

     Wyjątkową rolę w życiu św. Małgorzaty Marii odegrały cztery objawienia zwane wielkimi. Jezus ukazywał się jej już wcześniej, lecz w latach 1673-1675 w zakonie Sióstr Nawiedzenia w Paray-le-Monial czterokrotnie objawił się z zamiarem przybliżenia istoty kultu swego Serca. Zbawiciel życzył sobie, by czczono Je jako symbol Jego nieskończonej miłości do ludzi. Apostołce powierzył specjalną misję. Miała mówić ludziom o wielkim skarbcu miłości, jakim jest Serce Jezusa. Jej zadanie polegało na uświadomieniu ludziom konieczności zadośćuczynienia i wynagradzania Jezusowi za nasze grzechy.

Objawienie pierwsze – odsłonięcie tajemnic

     Pierwsze z wielkich objawień miało miejsce 27 grudnia 1673 r., w uroczystość św. Jana Ewangelisty. Jezus niespodziewanie ukazał się siostrze Małgorzacie Marii podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Odsłonił przed skromną zakonnicą tajemnice swego Boskiego Serca. Jezus tak objawił wielką miłość do człowieka: "Moje Boskie Serce goreje tak wielką miłością ku ludziom, a zwłaszcza ku tobie, że nie może już powstrzymać w sobie płomieni tej gorącej miłości. Musi je rozlać za twoim pośrednictwem i ukazać się ludziom, by ich ubogacić drogocennymi skarbami, które ci odsłaniam, a które zawierają łaski uświęcające i zbawienne, konieczne, by ich wydobyć z przepaści zatracenia". Po tych słowach Jezus ukazał zakonnicy swoje bijące Serce, a następnie zażądał jej serca. Oddała Mu je z radością, a On zanurzył je w swoim Sercu, po czym zwrócił Małgorzacie Marii "jako płomień gorejący w kształcie serca". Powiedział, że jest to drogocenny zadatek Jego miłości, która trawić będzie ją do ostatniej chwili. Od tej pory zakonnica miała odczuwać w swoim sercu nieustający ból, który narastał w każdy pierwszy piątek miesiąca.

"Odpowiadajcie Mu zatem miłością na miłość i nigdy nie zapominajcie o Tym, którego miłość do was pchnęła aż do śmierci".

św. Małgorzata Maria Alacoque

Objawienie drugie – Pan czeka na miłość ludzi

     Niedługo później siostra Małgorzata Maria doznała drugiego objawienia. Pewnego dnia udała się do kaplicy klasztornej, gdzie Zbawiciel już na nią czekał. Zobaczyła wtedy po raz kolejny Serce Jezusa. Zdawało się Ono spoczywać na tronie z ognia i promieni. Św. Małgorzata mogła nawet dostrzec ranę zadaną włócznią. Serce otaczała korona cierniowa, a u góry wieńczył Je krzyż. Jezus zażądał, by Małgorzata Maria przyprowadziła siostry i braci do Jego Serca. Polecił też powiedzieć ludziom, że ich kocha oraz że czeka na ich miłość. Jezus otworzył Serce przed nią, aby ludzie czerpali z Niego bogactwo miłości i miłosierdzia oraz łaski uświęcenia, potrzebne w drodze do Odkupiciela. "To nabożeństwo jest ostatnim wysiłkiem mojej miłości i będzie dla ludzi jedynym ratunkiem w tych ostatnich czasach" – oznajmił Jezus siostrze Małgorzacie Marii.

W czasie drugiego objawienia św. . Małgorzata Maria ujrzała Boskie Serce "jakby na tronie całkowicie z ognia i płomieni jaśniejących bardziej niż słońce, z raną i otoczone koroną cierniową, z krzyżem na szczycie"

Objawienie trzecie – Udręka z powodu niewdzięczności

     2 lipca 1674 r. siostra Małgorzata Maria zatopiona w modlitwie przed tabernakulum, nawet nie przeczuwała, co się zaraz wydarzy. Nagle pojawił się przed nią Pan Jezus. Z Jego ran biła niezwykła jasność. Światło rany Serca rozrosło się, a Pan zaczął mówić o niewdzięczności, jaką Mu ludzie odpłacają za Jego miłość. Sprawia mu to większą udrękę niż wszystkie cierpienia, których doznał w trakcie swego ziemskiego życia. "Przynajmniej ty staraj się mi zadośćuczynić, o ile to będzie w twojej mocy, za ich niewdzięczność" – powiedział Jezus Małgorzacie Marii. Zażądał, by przyjmowała Komunię św. tak często, jak tylko może, a zwłaszcza w każdy pierwszy piątek miesiąca. Chrystus polecił jej także modlitwę każdej nocy z czwartku na piątek między godz. 23.00 a 24.00. Siostra Małgorzata Maria uczestniczyła w ten sposób w śmiertelnym smutku Chrystusa, który stał się Jego udziałem w Ogrodzie Oliwnym.

Objawienie czwarte – ku Świętu Serca Jezusowego

Do najważniejszego z objawień doszło 19 czerwca 1675 r., w oktawie Bożego Ciała. Św. Małgorzata Maria klęczała przed Najświętszym Sakramentem, kiedy ujrzała Pana Jezusa. Odsłonił On swe Serce i powiedział: "Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, że niczego nie szczędziło, aż do wyczerpania i wyniszczenia się, by im dać dowody swej miłości. A w zamian od większości ludzi doznaję tylko niewdzięczności przez nieuszanowania i świętokradztwa, przez oziębłość i pogardę, z jaką się odnoszą do Mnie w tym Sakramencie miłości". Podczas tego objawienia Jezus zażądał, aby w pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała odbywała się szczególna uroczystość ku czci Jego Serca i aby w tym dniu przystępowano do Komunii św. oraz uroczyście wynagradzano zniewagi, jakich Serce Jezusowe doznaje od ludzi.

źródło:
http://adonai.pl
(na tej stronie znajdziecie mnóstwo fajnych rzeczy: modlitwy, opowiadania, artykułu, itp. POLECAM ZAJRZEĆ!)

To tak nieco w skrócie. Widzicie więc, że pierwszych piątków Kościół sobie nie wymyślił – wywodzą się one od samego Chrystusa. Nie każdy jednak o tym wie i tę historię zna, o czym miałam okazję się przekonać.

Pan Jezus dał św. Małgorzacie Alacoque dwanaście obietnic, dotyczących czcicieli Jego Serca:

1. Dam im łaski, potrzebne w ich stanie.
2. Ustalę pokój w ich rodzinach.
3. Będę ich pocieszał w utrapieniach.
4. Będę ich pewną ucieczką w życiu, a szczególnie w godzinę śmierci.
5. Będę im błogosławił w ich przedsięwzięciach.
6. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło i ocean miłosierdzia.
7. Dusze oziębłe staną się gorliwymi.
8. Dusze gorliwe prędko dojdą do doskonałości.
9. Będę błogosławił domom, w których wizerunek Serca mojego będzie czczony.
10. Osoby, które będą to nabożeństwo rozszerzały, będą miały imię swoje wypisane w Sercu moim.
11. Dam kapłanom dar wzruszania serc nawet najzatwardzialszych.

W nadmiarze miłosierdzia Serca mojego przyrzekam tym wszystkim, którzy będą komunikować w pierwsze piątki miesiąca przez dziewięć miesięcy z rzędu w intencji wynagrodzenia

że miłość Moja udzieli łaskę pokuty, iż nie umrą w Mojej niełasce, ani bez Sakramentów świętych, a Serce Moje będzie im pewną ucieczką w ostatniej godzinie życia. (
http://www.antoni-kapucyni.pl/nabozenstwa/pierwszy-piatek-miesiaca/
)

Brzmi obiecująco? No przecież! Wiec może pora zacząć praktykować pierwsze piątki miesiąca? Tak… na serio. Uwierzcie, że WARTO Uśmiech

A teraz… jaki cel miała wizyta na cmentarzu??? Wiecie… Tak w ogóle to żaden szczególny. Poza może zapaleniem lampki na grobie dziadka, modlitwą. Robię to prawie co tydzień. Ale dziś… no nie wiem, było inaczej. Może dlatego, że robiło się już ciemno, a ja byłam tam sama(nie boję się cmentarza)? Niee… to nie to. . .
Więc co?

Jak do tego dojdę, dowiecie się pierwsi Uśmiech 

W tej chwili jednak mam na głowie olimpiadę z biologii i opracowania do OTK, więc… spadam!

Miłego wieczorka i… rozważcie poważnie moją propozycję – warto! Puszczam oczko

Czerwone serce Was!