Oświadczam, że… żyję.

Dawno tu nie zaglądałam, no będzie już przeszło rok. Wiele w tym czasie się zmieniło, wydarzyło…

Nie wiem, czy mam Wam coś do przekazania, wybaczcie. Chyba jednak nic. Chcę tylko powiedzieć, że żyję. Jestem zdrowa, uczę się do matury, która już za kilka miesięcy… ale wiem niewiele. Radzę sobie.
I tak sobie myślę, że czasem dobrze jest spaść na dno, by potem móc się odbić. Bo kiedy nie mamy już chyba nic, nie możemy nic stracić, a niżej niż na dno też nie da się spaść. Droga prowadzi tylko ku górze.
Ktoś ciągle powtarza, że łatwo nie będzie. Że „będzie bolało”.. Ale grunt to się chyba nie poddawać. A dziś jest jeden z takich dni, kiedy chętnie to zrobię. Kiedy tylko czekam na pozwolenie, by wszystko rzucić, ale mi nie wolno.

Dla Was jednak coś mam… Takie spostrzeżenie, że wszystko może dojść do dobrego, jeśli bardzo chcemy. Wymaga to jednak wysiłku. Aj… takie gadanie. No może dla niektórych z Was, owszem. Ja sama wciąż walczę, teraz stoję w miejscu, bojąc się bardzo kolejnego kroku. Ale co da, gdy staniesz? Przed sobą nie uciekniesz, życia nie przeskoczysz. Ile będzie można udawać, że jest OK???

No właśnie.

Święta, święta… taaa…

… i po świętach. Stare powiedzenie, jakże prawdziwe. Co tam u Was?

Ja tam mam się całkiem nieźle. Siedzę sobie przy biurku i skrobię do Was kilka nic nie znaczących słów. Nie zamierzam niczego w Wasze życie dzisiaj wnosić. Po prostu sobie jestem i chyba chcę zniknąć. Tak na moment.
Czuję, że ten blog przestaje mieć dla mnie sens, bo nie chcę się dzielić tym, co siedzi w mojej głowie. Dla ludzkości to zdecydowanie lepiej.
Miałam tu coś już napisane, ale skasowałam ten tekst, uznając, że zachowam to dla siebie..

Refleksja wobec świata? Tak. Cisza. Cisza jest wspaniała. Ona tylko jedna jest czymś, co jeszcze ma jakieś znaczenie. Paradoksalnie jednak przed nią uciekam. Włączam muzykę na pełną moc, by tylko się od niej uwolnić. Sama w sobie obecnie jestem sprzecznością.

A teraz tak serio… Sama nie wiem, co się dzieje. Im bardziej na zewnątrz wszystko jest „OK”, tym bardziej w środku wszystko się wali. Czegoś szukam, ale z racji, że nie wiem, co to, nie mogę tego odnaleźć. I tak się błąkam, pozorując normalność.

(…)

Ale ciii…. ! To zostaje między nami, a resztę… ? Zachowam dla siebie.

Święta, niedziela, choinka i ja.

Dzisiejszy dzień to niedziela. Tak, wiem – w tym momencie Kolumbem nie zostałam i Ameryki nie odkryłam. Ale w niedzieli coś takiego jest…

Idą święta. Wielkimi krokami przygotowania dobiegają końca. IV Niedziela Adwentu już przypomina o jego końcu. Jak co roku, ubieraliśmy dziś parafialny kościół. Nie chwaląc się, wyszło pięknie. To były ciekawe 3 godziny. Ja jednak nadal nie czuję tych świąt.

Zaczynam się zastanawiać, czy może po prostu nie jestem nieco „za stara” na Boże Narodzenie(?) Nie ma ono dla mnie takiego znaczenia, jak dawniej. To kilka wolnych dni, spędzonych z rodziną i na spotkaniach opłatkowych. Za tymi ostatnimi nie przepadam. Są zazwyczaj w gronie ludzi, których nie znam. Życzenia idą z „automatu”. Głupio.

Siedzę sobie tak teraz. Za oknem zielone pola. I znowu głupio…

W domu do świąt przygotowania powolne. Ze wszystkim rodzice jak zwykle zdążą, a nie potrzeba nam tu zbyt wcześnie zamieszania. Brat jedynie domaga się choinki, jednak czeka cierpliwie do wigilijnego poranka. Już niewiele zostało.

Po świętach będzie trochę wolnego, potem Sylwester, wcześniej rocznica ślubu rodziców… Potem znowu chwila wolnego, powrót do szkoły… Życie toczy się dalej.

Ale teraz jeszcze niedziela. Czasem pozorna normalność to tylko bujda dla otoczenia.
Zdążę jeszcze złożyć życzenia.

Dobranoc.

Hmmm… miłość? A co to?

Definicji jest wiele i każdy ma swoją – mniej lub bardziej „prawidłową”. Ja często, odpowiadając na to pytanie, stwierdzam, iż „to fakt, że z Tobą wytrzymuję, a Ty ze mną”. To jednak tak płytko.

Tak na marginesie – mam dziś może za dużo czasu…

Jednak wróćmy do tematu.
Szczerze powiem, że nie mam w tej kwestii wiele do powiedzenia. Brak tzw. „doświadczenia”. Choć to może nie do końca prawda… Powiedzmy inaczej: ma ono nieco inny kształt.
Jestem obecnie osobą – jeśli chodzi o związki – samotną. Mam wielu kolegów i uważam, że ta sytuacja jest dla mnie wystarczająca. Mężczyzn nie ogarniam(nawet Ciebie :P ), ale może właśnie dlatego tak lubię z nimi rozmawiać. A raczej słuchać.
(…)
Szkoda mi osób – szczególnie bardzo młodych – które „na siłę” szukają chłopaka/dziewczyny. Są różne powody. Wydaje się jednak, że jednym z pierwszych jest potrzeba bliskości lub presja otoczenia. No bo „w tym wieku to już trzeba mieć chłopaka/dziewczynę”. Widzę jednak, że często kończy się to rozstaniami, rozczarowaniami. (…)

- A pamiętasz jak było z nami?
- Hehe… nie mów mi nawet.
- Czyli pamiętasz?
- A co, jeśli nie?
- Obrażę się…
- Pamiętam.

U mnie miłość – paradoksalnie – zaczęła się, kiedy się skończyła. Gdy z „horyzontu” zniknął ten jedyny, zaczęłam go kochać. Za wszelką cenę życzę mu szczęścia w życiu.

- A kochasz mnie?
- Nie wiem. Możee…
- Jak to „możee”?
- Tak po prostu.

Z tymi słowami trzeba uważać. W dzisiejszym świecie tracą one chyba sens. Sama osobiście nie potrafię powiedzieć tak do nikogo poza bliską rodziną i przyjaciółkami. To chyba nawet niecałe 10 osób. A dookoła wszędzie słyszę te dwa słowa, bez pokrycia. Wybacz, że nie mogę ich Tobie powiedzieć. Że nie wysyłam serduszek na Facebooku. Jaki to ma sens?

****

Można kochać ludzi, za to tylko, że są ludźmi(i właśnie dlatego). To miłość ludzka. Normalna.
Tę jednak niezwykłą – wybacz – zostawię tym kilku osobom z ludzkiej populacji. Tak licznej.

Bo ja lubię ludzi

Czy zastanawiacie się czasem nad przyszłością? Ja często albo nawet ZA często. Analizuję i trochę sobie wyobrażam, zakładam, wnioskuję. Chcę mieć chociaż luźne „wytyczne” co do życia.
Obecnie zastanawia mnie odpowiedź na pytanie: „Co po LO?”. Przecież za ok. 1,5 roku matura! Wypada jednak pomyśleć nieco wcześniej. :P
Do rozmyślań nad przyszłością podchodzę jednak nieco spokojniej niż w zeszłym roku(hehe… chyba dojrzewam lub coś w ten deseń). Staram się myśleć racjonalnie i nieco się wyciszyć.

W testach jednoznacznie wychodzą mi predyspozycje społeczne. To jakiś żart? No chyba jednak nie. Ale tak szczerze? Lubię ludzi, gadać z nimi o nich. O sobie już mniej. Ja ich lubię słuchać, patrzeć im w oczy i obserwować z boku. Są tacy FASCYNUJĄCY! Bardzo mnie interesują relacje między nimi: jak powstają, rozwijają się, kończą.
Zachowania ludzkie, przyczyny i skutki… Uczucia i emocje. Mogłabym to analizować bez końca.

A jednak zrezygnowałam z biologii. Z czegoś trzeba było. Jest mi zbędna.

Aby przeszłość stała się historią.

Siedzę bezczynnie, po czym będę narzekać, że znowu nic nie zrobiłam. Będzie to jednak moja wina i odpowiedzialność za nią postaram się przyjąć. Dawno mnie tu nie widzieli. Życie nie daje chwili postoju, choć – z drugiej strony – stoję cały czas. Migam się od wszystkiego.

Można by rzec, że teraz – u progu dorosłości – początek mojej historii wreszcie mnie dogania. Przez dłuuugi czas myślałam, że potrafię wykasować coś z pamięci, świadomości… Wydawało mi się. Powiem Wam szczerze: nie da się tak. Choć może da, ale nie na długo. Teraz więc siedzę i nic nie myślę. Nic nie chcę. No może być przez chwilę niewidzialna. Na moment wyłączyć się ze wszystkiego. Może uciec. Znowu? Inaczej.

Teraz… Może troszkę za bardzo interesuję się tym, co będzie POTEM. Zamykam przeszłość, by w końcu przeszła do historii.

By znowu jutro wstać z uśmiechem na twarzy, bo życie jest piękne :)

Krótka notka pomiędzy chwilami

Skoro mam minutę, dwie – postanowiłam zaglądnąć do Was :D Jak tam po 1 listopada? U mnie sporo się dzieje, choć dochodzę ostatnimi czasy do wniosku, że to mnie nawet bawi.
Nie lubię nudy, a monotonia też ma zawsze jakiegoś ASA w rękawie. Sporo siedzę nad książkami, choć można by więcej i solidniej, czego dopiero staram się nauczyć. Stwarzam wciąż na nowo cały życiowy scenariusz… i już nie sama. To punkt zwrotny – życie jest piękne!!!

Udanego tygodnia, Kochani! <3

Nigdy nie mówiłam…

Zakochana, zakochana… No może :P

W zachodzie słońca. W spadającym listku.
Nigdy nie mówiłam, że jestem przeciwko zakochaniu przecież. Kiedyś tylko powiedziałam, że osobiście sama nie wierzę w zakochanie. :P
Wybacz, ale nie traktuję serio flirtu, komplementy niewiele dadzą. Myślmy racjonalnie. Jestem matematykiem przecież.

No… kobietą też – to Twój jedyny argument, ale(przyznam) mocny. Dlatego się do Ciebie uśmiecham, czekam, myślę… Daję się wyciągnąć na spacer.. Dlatego wracam tu szczęśliwa. !!!

************

Kiedyś dla żartu napisałam na białej kartce jedno zdanie. Było to prawie cztery lata temu. W obecności czterech świadków zadeklarowałam, że nie wyjdę nigdy za mąż. Mam tę kartkę. ;)
Nie potrzebny mi „chłopak”.

Do przodu!

Siedzę i słucham muzyki. Znaczy jednej piosenki. Jakoś mi się spodobała – szczególnie refren. Nie mam ochoty na nic. Tak nie myśleć. Nawet nie czytać… Nie pisać – matematyka zabiła we mnie artystę. Heh, przecież to nieprawda. Po prostu wyrosłam z tego troszeczkę, to całkiem normalne. Nie żałuję tego, że nie umiem zapisać zdania. To oczywiste. Trzeba tylko pozytywnie. Do przodu.

https://www.youtube.com/watch?v=S6YtIrwWOzA

Miłego dnia! :D

Tak z weekendu.

Dopada mnie lenistwo. Druga klasa szkoły średniej nie jest łatwa, ale w domu wszystko jest takie proste. Mogę odpocząć. Puste pola i horyzont zamykający mój świat.
Wydaje się czasem, że życie się komplikuje, ale to bzdura. Jest piękne. Słonce zaglądające przez okno uśmiecha się do mnie. A niebo jest niebieskie – nie szare. Ludzie są super, choć czasem przez nich płaczę, bardzo ich lubię. Mam tylko jeden krok. Najtrudniejszy.

Ogarniam powoli, powolutku. Nie mam jeszcze celu, ale chcę do niego dojść. Byle pozytywnie! :)