Byle dalej i wciąż do przodu?

Dawno tu nie byłam, wybaczcie, ale taka chyba jestem. Ciągle dalej, do przodu…?
A może jednak właśnie nie. Miałam już w swoim życiu kilka momentów, gdy coś się kończyło, a coś zaczynało – to całkiem normalne. I zazwyczaj, gdy zbliżam się do końca jakiegoś etapu, towarzyszą mi dwa uczucia. Z jednej strony chciałoby się niczego nie przerywać, zostać i zostawić tak jak jest, bo jest dobrze. Jednak z drugiej strony jest ciekawość i coś, co porywa do przodu, byle dalej i szybciej.
Potem przychodzi taki moment i nagle się okazuje, że jest już inaczej, że nie ma już tego, co było. Są wspomnienia.
I najbardziej mi szkoda relacji i ludzi, z którymi mam(miałam) dobry kontakt, a teraz jakoś tak ciężko. Choć to normalne. Kiedyś jedna bardzo ważna dla mnie osoba powiedziała, że musimy się nauczyć nieprzywiązywania do konkretnych osób, bo ludzie się zmieniają. Trzeba kochać ich teraz i pozwolić odejść w przyszłości. Nauka to popiera – nasz mózg potrafi na bieżąco ogarnąć 148(lub niewiele więcej) relacji, dlatego jedni odchodzą i inni przychodzą. I wszyscy są wspaniali.
Dziękuję za wszystkie znajomości i przyjaźnie, które gdzieś tam poszły swoją drogą. Mam nadzieję, że te osoby są szczęśliwe i tego im z serca życzę.
A ja? I ta moja sentymentalność… cóż trzeba wstać i iść dalej.
Do zobaczenia, może kiedyś, na szlaku życia. ;)

Hmmm… miłość? A co to?

Definicji jest wiele i każdy ma swoją – mniej lub bardziej „prawidłową”. Ja często, odpowiadając na to pytanie, stwierdzam, iż „to fakt, że z Tobą wytrzymuję, a Ty ze mną”. To jednak tak płytko.

Tak na marginesie – mam dziś może za dużo czasu…

Jednak wróćmy do tematu.
Szczerze powiem, że nie mam w tej kwestii wiele do powiedzenia. Brak tzw. „doświadczenia”. Choć to może nie do końca prawda… Powiedzmy inaczej: ma ono nieco inny kształt.
Jestem obecnie osobą – jeśli chodzi o związki – samotną. Mam wielu kolegów i uważam, że ta sytuacja jest dla mnie wystarczająca. Mężczyzn nie ogarniam(nawet Ciebie :P ), ale może właśnie dlatego tak lubię z nimi rozmawiać. A raczej słuchać.
(…)
Szkoda mi osób – szczególnie bardzo młodych – które „na siłę” szukają chłopaka/dziewczyny. Są różne powody. Wydaje się jednak, że jednym z pierwszych jest potrzeba bliskości lub presja otoczenia. No bo „w tym wieku to już trzeba mieć chłopaka/dziewczynę”. Widzę jednak, że często kończy się to rozstaniami, rozczarowaniami. (…)

- A pamiętasz jak było z nami?
- Hehe… nie mów mi nawet.
- Czyli pamiętasz?
- A co, jeśli nie?
- Obrażę się…
- Pamiętam.

U mnie miłość – paradoksalnie – zaczęła się, kiedy się skończyła. Gdy z „horyzontu” zniknął ten jedyny, zaczęłam go kochać. Za wszelką cenę życzę mu szczęścia w życiu.

- A kochasz mnie?
- Nie wiem. Możee…
- Jak to „możee”?
- Tak po prostu.

Z tymi słowami trzeba uważać. W dzisiejszym świecie tracą one chyba sens. Sama osobiście nie potrafię powiedzieć tak do nikogo poza bliską rodziną i przyjaciółkami. To chyba nawet niecałe 10 osób. A dookoła wszędzie słyszę te dwa słowa, bez pokrycia. Wybacz, że nie mogę ich Tobie powiedzieć. Że nie wysyłam serduszek na Facebooku. Jaki to ma sens?

****

Można kochać ludzi, za to tylko, że są ludźmi(i właśnie dlatego). To miłość ludzka. Normalna.
Tę jednak niezwykłą – wybacz – zostawię tym kilku osobom z ludzkiej populacji. Tak licznej.

Czy bezinteresowność istnieje?

Długo się nad tym zastanawiałam wczoraj… I powiem szczerze, że nie rozumiem. Może ktoś ma jakiś pomysł?
- Naiwna jesteś!(…) Świat wcale nie jest dobry. A jak dalej tak będziesz myśleć, to cię zniszczy.
Pocieszające? Baardzo :(

Większość ludzi(na szczęście nie wszyscy) doszukuje się jakiejś korzyści z normalnych gestów. To głupie! Czy istnieje jeszcze coś takiego, jak BEZINTERESOWNOŚĆ? Tak, ale nikt nie chce w nią uwierzyć. Bo: „co ty z tego masz?”. Powiem, że raczej nic dobrego, ale to chyba nie jest mój błąd, ale tego świata, ludzi.

Chciałabym zrozumieć choć trochę ich argumenty, jeśli jakieś posiadają, bo na razie przecież nie usłyszałam żadnego. Tylko.. nie, już nic.
____________________________

Można kochać wszystkich.. Z niektórymi ludźmi jednak przychodzi to trudniej.

~ taki znajomy, często gadamy :P

Podsumowanie…

Stoję przed domem i patrzę na księżyc…

I coś Ci powiem. Możesz myśleć, że jestem nienormalna, coś ze mną nie tak, nie pasuję… To chyba nawet prawda, ale nie powód, abym zmieniała przekonania, ideały, cele. Wręcz przeciwnie! Tym bardziej będę „zmieniać świat”, na przekór wszystkim dookoła. Błędem było dać wmówić sobie, że to, co kiedyś było ważne, nic nie znaczy. Naprawiam ten błąd.
Rezygnacja i ucieczka nie pomoże. Nic nie da. Powiem więcej: pogorszy wszystko. Wiem, bo prawie uciekłam. To nie było fajne.
(…)
Na siłę tego świata nie „naprawię” i nawet nie zamierzam Ciebie przekonywać do czegokolwiek. Zacznę od tej trudniejszej strony – od siebie. Nie można przecież całe życie się oszukiwać, nie?
To było, powiem, nawet przydatne. Teraz przynajmniej wiem, czego chcę. Wątpliwości jest jeszcze więcej, ale taka już chyba dola ludzka.
I tak: nie palę, nie piję, zaczekam do ślubu i na pewno nigdy nie poprę wojen, zabijania… To nie jest łatwe(nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak ciężko mi to pisać) i nigdy nie będzie, ale wiem, że tak jest dobrze.
Może nawet ostatnimi czasy wydaje się trudniejsze. Chyba jednak nie mogę zgadzać się na ludzką nienawiść, bo wiem, co to jest.
No tak… jestem naiwna :) To bardzo możliwe, bo piszę teraz coś, w co Ty kompletnie nie dajesz wiary. Z całym szacunkiem oczywiście, bo to nie ma na celu obrażania kogokolwiek, czy nakłaniania… To tylko takie moje wnioski.
(…)
Na koniec chyba Ci nawet podziękuję, za pokazanie kilku ważnych prawd, choć chyba Twoim celem był efekt odwrotny.

________________________________

Wiele się ostatnio działo, nie tylko ostatnio. Nie można jednak trwać w błędzie cały czas, bo to głupie. Znowu zaczynamy od nowa :D
To niby takie błędne koło, ale… no wiesz, o czym mówię. xD
_________________________________

A teraz jestem tu Panie proszę Cię
Bym w szalonym świecie tym odnalazła się
Chcę po prostu w ciszy tak przed obliczem Twym
Stanąć wobec nich i przy Tobie być.

[Siloe]

Wartość życia…

Rozmowa 3 postaci o…

N a r r a t o r :
jeszcze jedna chwila
serce raz jeszcze stuknęło
ucho szept posłyszało
oko łzami zalało
?
Z a r o d e k :
niebo jest różowe
trawa jest niebieska
słońce czarne
a chmury fioletowo świecą
?
N a r r a t o r :
zły demon przeciął życia
niteczkę
i duszyczka mała do nieba
uleciała
?
O n a :
świat się skończył
dusza z ciałem się minęła
na ziemi czarny śnieg lądował
a ja siedzę w kącie życia
czekam na zbawienie
ulitowanie
na Ducha zesłanie
?
N a r r a t o r :
Ty go wtedy zobaczyłaś
takie małe martwe życie
nie płakałaś
lekarzowi dziękowałaś, wyszłaś.
?
O n a :
bo gdzieś
mi odfrunął
niech trzepnie mnie czasem
zawróci na drodze
?
Z a r o d e k :
w moim świecie księżyc opowiada
bajki
na dzień dobry
?
O n a :
Powracam myślami do czasów
przyszłości
gubię przeszłość i zaczynam..
[myśl urwana]
?
Znowu O n a :
przeszłość mnie goni
a ja nie pozwalam złapać teraźniejszości
i będę uciekała
?
Z a r o d e k :
Tato odwiózł Cię do domu.
?
O n a :
klepsydra piasek wyrzuciła
ty nie wrócisz
ja zgubiłam…
?
Z a r o d e k :
A ja siedzę pod schodami
I rozmawiam z aniołami.
?
O n a :
… siebie
?
N a r r a t o r :
oddzieliła grubą kreską wspomnienia
i marzenia
nie ma w nich już nawet wątpliwości
cienia

Życie ludzkie nie ma ceny – nie można go kupić czy sprzedać. Życie ludzkie jest darem, do którego każdy ma prawo… Czemu bronimy swojego życia(kariery, „wolności”), a odbieramy to prawo innym??? Nie ogarniam.

Napisałam to w czasie ferii zimowych na jeden z konkursów, ale nie wysłałam. Jakoś samo wyszło – nie mogłam. Potem zostało to w komputerze, jak wiele innych tekstów, i jakoś tak… Dobra – powiedzmy po prostu: nie rozumiem. Tyle… nie ma co pisać…

Kolejny etap…

Kiedyś zapytano małą dziewczynkę o to, kim pragnie być w przyszłości.
- Księżniczką! – odpowiedziała bez zastanowienia. Ubrana w długą, strojną sukienkę tańczyła po pokoju. Pytający uśmiechnął się i, lekko przechylając głowę, przypatrywał się „księżniczce”.
Dziewczynka podrosła. Zadano jej znów to samo pytanie.
- Piosenkarką! – pewna odpowiedź znów wywołała uśmiech na twarzy Pytającego. (…)
Minęło lat kilka. Dziewczynka co jakiś czas otrzymywała pytanie. Dawała różne odpowiedzi: lekarz, prawnik, policjant, nauczyciel… Tu na chwilę stop. Tak brzmiała ostatnia odpowiedź.
Dziewczynka nie była już dziewczynką, a młodą kobietą – nastolatką. Jej światem była nauka. Chciała zdobywać wiedzę, a potem przekazywać ją innym. Była przekonana, że to jest właśnie jej marzenie – kariera naukowa, tytuł ‚profesora’. Pytający znów bez słowa uśmiechnął się tylko. Przypatrywał się z troską.
Dziewczynka jeszcze urosła..
Kiedy została młodą kobietą, odpowiedź na to pytanie zaczęła sprawiać jej kłopot. Nie były już tak oczywiste plany dzieciństwa, marzenia lat przeszłych gdzieś wyparowały. I to podobno normalne :)
Przyszedł więc moment, kiedy to dziewczynka zapytała:
- Kim mam być? Jakie jest Twoje zdanie?
Pytający na te słowa uśmiechnął się szczerze i skinął głową. (…)

*****************************************************

Pamiętam, że inne zadane pytanie brzmiało:
‚Gdybyś miała wybierać, to co jaka chciałabyś być: sławna i bogata, mądra, czy dobra?’
Na początku przecież nikt tego nie wie. Dzieci chcą być zazwyczaj sławne i bogate… Potem jednak część z nich odkrywa, że nauka też jest ważna, a sława i bogactwo łatwo nie przychodzą. A już jeszcze mniej osób wybiera później tę odpowiedź ostatnią.. tę właściwą, bo daje wszystko, czego tylko można chcieć.

********************************************************

Mała dziewczynka przechodzi teraz kolejny etap tego samego pytania. Stojąc u progu dorosłości… siedzi przy stoliku i dopija kawę..

Dobranoc :)

Sytuacja na świecie…

Znalazłam to wczoraj na jednej ze stron w Internecie:

Pewien indiański chłopiec zapytał kiedyś dziadka:   
-Co sądzisz o sytuacji na świecie?
Dziadek odpowiedział:   
-Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.
-Który zwycięży? – chciał wiedzieć chłopiec.
-Ten, którego karmię – odrzekł na to dziadek.

Proszę Was, abyście się nad tym chwilkę zastanowili, a ja wpadnę za jakiś czas… Uśmiech

Teraz wracam do nauki…

Miłego popołudnia Puszczam oczko

Troszkę o pierwszym piątku miesiąca…

Dziś pierwszy piątek – taki bardziej wyjątkowy, bo pierwszy w roku.

Anioł

Wielkie objawienia Serca Jezusowego

     Wyjątkową rolę w życiu św. Małgorzaty Marii odegrały cztery objawienia zwane wielkimi. Jezus ukazywał się jej już wcześniej, lecz w latach 1673-1675 w zakonie Sióstr Nawiedzenia w Paray-le-Monial czterokrotnie objawił się z zamiarem przybliżenia istoty kultu swego Serca. Zbawiciel życzył sobie, by czczono Je jako symbol Jego nieskończonej miłości do ludzi. Apostołce powierzył specjalną misję. Miała mówić ludziom o wielkim skarbcu miłości, jakim jest Serce Jezusa. Jej zadanie polegało na uświadomieniu ludziom konieczności zadośćuczynienia i wynagradzania Jezusowi za nasze grzechy.

Objawienie pierwsze – odsłonięcie tajemnic

     Pierwsze z wielkich objawień miało miejsce 27 grudnia 1673 r., w uroczystość św. Jana Ewangelisty. Jezus niespodziewanie ukazał się siostrze Małgorzacie Marii podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Odsłonił przed skromną zakonnicą tajemnice swego Boskiego Serca. Jezus tak objawił wielką miłość do człowieka: "Moje Boskie Serce goreje tak wielką miłością ku ludziom, a zwłaszcza ku tobie, że nie może już powstrzymać w sobie płomieni tej gorącej miłości. Musi je rozlać za twoim pośrednictwem i ukazać się ludziom, by ich ubogacić drogocennymi skarbami, które ci odsłaniam, a które zawierają łaski uświęcające i zbawienne, konieczne, by ich wydobyć z przepaści zatracenia". Po tych słowach Jezus ukazał zakonnicy swoje bijące Serce, a następnie zażądał jej serca. Oddała Mu je z radością, a On zanurzył je w swoim Sercu, po czym zwrócił Małgorzacie Marii "jako płomień gorejący w kształcie serca". Powiedział, że jest to drogocenny zadatek Jego miłości, która trawić będzie ją do ostatniej chwili. Od tej pory zakonnica miała odczuwać w swoim sercu nieustający ból, który narastał w każdy pierwszy piątek miesiąca.

"Odpowiadajcie Mu zatem miłością na miłość i nigdy nie zapominajcie o Tym, którego miłość do was pchnęła aż do śmierci".

św. Małgorzata Maria Alacoque

Objawienie drugie – Pan czeka na miłość ludzi

     Niedługo później siostra Małgorzata Maria doznała drugiego objawienia. Pewnego dnia udała się do kaplicy klasztornej, gdzie Zbawiciel już na nią czekał. Zobaczyła wtedy po raz kolejny Serce Jezusa. Zdawało się Ono spoczywać na tronie z ognia i promieni. Św. Małgorzata mogła nawet dostrzec ranę zadaną włócznią. Serce otaczała korona cierniowa, a u góry wieńczył Je krzyż. Jezus zażądał, by Małgorzata Maria przyprowadziła siostry i braci do Jego Serca. Polecił też powiedzieć ludziom, że ich kocha oraz że czeka na ich miłość. Jezus otworzył Serce przed nią, aby ludzie czerpali z Niego bogactwo miłości i miłosierdzia oraz łaski uświęcenia, potrzebne w drodze do Odkupiciela. "To nabożeństwo jest ostatnim wysiłkiem mojej miłości i będzie dla ludzi jedynym ratunkiem w tych ostatnich czasach" – oznajmił Jezus siostrze Małgorzacie Marii.

W czasie drugiego objawienia św. . Małgorzata Maria ujrzała Boskie Serce "jakby na tronie całkowicie z ognia i płomieni jaśniejących bardziej niż słońce, z raną i otoczone koroną cierniową, z krzyżem na szczycie"

Objawienie trzecie – Udręka z powodu niewdzięczności

     2 lipca 1674 r. siostra Małgorzata Maria zatopiona w modlitwie przed tabernakulum, nawet nie przeczuwała, co się zaraz wydarzy. Nagle pojawił się przed nią Pan Jezus. Z Jego ran biła niezwykła jasność. Światło rany Serca rozrosło się, a Pan zaczął mówić o niewdzięczności, jaką Mu ludzie odpłacają za Jego miłość. Sprawia mu to większą udrękę niż wszystkie cierpienia, których doznał w trakcie swego ziemskiego życia. "Przynajmniej ty staraj się mi zadośćuczynić, o ile to będzie w twojej mocy, za ich niewdzięczność" – powiedział Jezus Małgorzacie Marii. Zażądał, by przyjmowała Komunię św. tak często, jak tylko może, a zwłaszcza w każdy pierwszy piątek miesiąca. Chrystus polecił jej także modlitwę każdej nocy z czwartku na piątek między godz. 23.00 a 24.00. Siostra Małgorzata Maria uczestniczyła w ten sposób w śmiertelnym smutku Chrystusa, który stał się Jego udziałem w Ogrodzie Oliwnym.

Objawienie czwarte – ku Świętu Serca Jezusowego

Do najważniejszego z objawień doszło 19 czerwca 1675 r., w oktawie Bożego Ciała. Św. Małgorzata Maria klęczała przed Najświętszym Sakramentem, kiedy ujrzała Pana Jezusa. Odsłonił On swe Serce i powiedział: "Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, że niczego nie szczędziło, aż do wyczerpania i wyniszczenia się, by im dać dowody swej miłości. A w zamian od większości ludzi doznaję tylko niewdzięczności przez nieuszanowania i świętokradztwa, przez oziębłość i pogardę, z jaką się odnoszą do Mnie w tym Sakramencie miłości". Podczas tego objawienia Jezus zażądał, aby w pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała odbywała się szczególna uroczystość ku czci Jego Serca i aby w tym dniu przystępowano do Komunii św. oraz uroczyście wynagradzano zniewagi, jakich Serce Jezusowe doznaje od ludzi.

źródło:
http://adonai.pl
(na tej stronie znajdziecie mnóstwo fajnych rzeczy: modlitwy, opowiadania, artykułu, itp. POLECAM ZAJRZEĆ!)

To tak nieco w skrócie. Widzicie więc, że pierwszych piątków Kościół sobie nie wymyślił – wywodzą się one od samego Chrystusa. Nie każdy jednak o tym wie i tę historię zna, o czym miałam okazję się przekonać.

Pan Jezus dał św. Małgorzacie Alacoque dwanaście obietnic, dotyczących czcicieli Jego Serca:

1. Dam im łaski, potrzebne w ich stanie.
2. Ustalę pokój w ich rodzinach.
3. Będę ich pocieszał w utrapieniach.
4. Będę ich pewną ucieczką w życiu, a szczególnie w godzinę śmierci.
5. Będę im błogosławił w ich przedsięwzięciach.
6. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło i ocean miłosierdzia.
7. Dusze oziębłe staną się gorliwymi.
8. Dusze gorliwe prędko dojdą do doskonałości.
9. Będę błogosławił domom, w których wizerunek Serca mojego będzie czczony.
10. Osoby, które będą to nabożeństwo rozszerzały, będą miały imię swoje wypisane w Sercu moim.
11. Dam kapłanom dar wzruszania serc nawet najzatwardzialszych.

W nadmiarze miłosierdzia Serca mojego przyrzekam tym wszystkim, którzy będą komunikować w pierwsze piątki miesiąca przez dziewięć miesięcy z rzędu w intencji wynagrodzenia

że miłość Moja udzieli łaskę pokuty, iż nie umrą w Mojej niełasce, ani bez Sakramentów świętych, a Serce Moje będzie im pewną ucieczką w ostatniej godzinie życia. (
http://www.antoni-kapucyni.pl/nabozenstwa/pierwszy-piatek-miesiaca/
)

Brzmi obiecująco? No przecież! Wiec może pora zacząć praktykować pierwsze piątki miesiąca? Tak… na serio. Uwierzcie, że WARTO Uśmiech

A teraz… jaki cel miała wizyta na cmentarzu??? Wiecie… Tak w ogóle to żaden szczególny. Poza może zapaleniem lampki na grobie dziadka, modlitwą. Robię to prawie co tydzień. Ale dziś… no nie wiem, było inaczej. Może dlatego, że robiło się już ciemno, a ja byłam tam sama(nie boję się cmentarza)? Niee… to nie to. . .
Więc co?

Jak do tego dojdę, dowiecie się pierwsi Uśmiech 

W tej chwili jednak mam na głowie olimpiadę z biologii i opracowania do OTK, więc… spadam!

Miłego wieczorka i… rozważcie poważnie moją propozycję – warto! Puszczam oczko

Czerwone serce Was!

Miłość? – czyli o tym, jak kochać wszystkich bez wyjątku.

4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
8 Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
(Kor 13, 4-8)

 

To, według mnie, jest najtrafniejsza charakterystyka miłości. I niby do niej dodawać nic nie trzeba… Szkoda tylko, że – jak z moich obserwacji wynika – słowo to nie koniecznie ma takie samo znaczenie dla wszystkich, nie dla każdego miłość ma podobną charakterystykę jak ta powyżej, a większość spotkanych przeze mnie osób myli miłość z zauroczeniem, pożądaniem, uczuciem, które graniczy z egoizmem… W tej chwili jednak, nie o tym…

miloscO miłości damsko-męskiej… po mojemu Uśmiech

Przyznam szczerze, że nie wiele o tym myślałam w życiu. I może nigdy więcej niż przez ostatni czas. Doszłam do pewnych wniosków, udało mi się dostrzec pewne etapy w dorastaniu do miłości, tej prawdziwej.
Inaczej słowo “kocham” rozumie człowiek w wieku lat pięciu, inaczej pojmie je dziesięciolatek, a w wieku lat 13-14 to już prawdziwy chaos… Uwierzcie, mam brata w tym wieku Buhahaha
Około wieku lat siedemnastu miłość zaczyna być czymś “poważnym” w życiu młodego człowieka. Powoli dochodzi się do definicji tego uczucia, poprzez kolejne związki uczymy się żyć z inną, kochaną przez nas osobą. To jest jednak uczucie, którego trzeba uczyć się codziennie: aż do ślubu i po ślubie, aż do śmierci.

Miłość jest czymś całkiem bezinteresownym. Osoba, która kocha, nie szuka korzyści z tego faktu. Jest w stanie zrobić wszystko, aby ten, kogo darzy uczuciem, był szczęśliwy. I – najczęściej – pragnie wzajemności. To całkiem normalne: człowiek kocha i pragnie być kochany. Taka nasza natura.

W ostatnim czasie przekonałam się, że miłość na płaszczyźnie damsko-męskiej mylona jest często z pożądaniem. Dotyczy to głównie młodych ludzi, choć nie tylko. Napiszę otwarcie:

POPIERAM CZYSTOŚĆ PRZEDMAŁŻEŃSKĄ!!!

I jestem w pełni świadoma, że ten pogląd jest całkiem staroświecki, a szkoda Smutek. Dla mnie osobiście czystość jest czymś, co jest najlepszym prezentem ślubnym, jaki mogę podarować temu jedynemu… Czerwone serce
Do niewielu osób jednak argumenty te trafiają. Wydaje się, że słowa: “dziewica” czy “prawiczek” stały się niemal obelgą dla osób w pewnym wieku… Najgorsze jest jednak to, że sytuacje te dotyczą osób coraz młodszych. To jednak temat na osobną notatkę…

 

22222333Coś, co znam nieco lepiej.. – relacja niebo-ziemia Uśmiech

Nietrudno się domyślić, że będzie krótko o relacji Bóg-człowiek.

Miłość Boga do człowieka została przedstawiona na początku. Jest doskonała i nieskończona…
Wiem, wiem – Ameryki to ja nie odkryłam… Nic nowego na ten temat Wam nie powiem, przypomnę jedynie informacje zasłyszane w kościele lub na katechezie. Powiem, że sam Bóg jest Miłością – Sam w Sobie. Stworzył świat z miłości, by dać stworzeniom szczęście… Gdy człowiek odwrócił się od Niego, On mu wybaczył, zbawił go – co przecież nie było łatwe(nawet ateiści wiedzą, co musiało się stać, aby człowiek został zbawiony).

Relacja jednak działa też w drugą stronę. Szkoda tylko, że nie jest to uczucie nawet w połowie takie, jak opisane powyżej. Człowiek bardzo często odrzuca Boga, ignoruje Go… Odwzajemnia miłość, gdy czegoś konkretnego potrzebuje. Nie wiele jest osób, które zwracają uwagę w ogóle na kogoś takiego, jak Bóg i starają się odwzajemniać Jego miłość. Cieszę się, że poznaję takich ludzi coraz więcej Puszczam oczko

 

ksJO miłości – na logikę…

Z racji, że obiecałam tę notatkę parę godzin temu, więc jestem już grubo spóźniona, przechodzę do zasadniczej jej części. Ostatnio na tej stronce pojawiła się jedna z moich “życiowych dewiz”: Kochać należy wszystkich – bez wyjątków!. Jest to jeden z wielu wniosków, jakie z życia wyciągam, a pochodzi z rozważania cytatu z Listu do Rzymian: Nie daj się zwyciężyć złu, a zło dobrem zwyciężaj.

Obserwując współczesny świat, te wszystkie wojny, kłótnie i konflikty, nie bardzo rozumiem… Dlaczego w ludziach jest tyle nienawiści?
Na początku przed nią uciekałam, potem zaczęłam z nią walczyć. A w myśl zasady, że zło należy przeciwstawić dobrem, moją bronią stała się MIŁOŚĆ.

To tak w skrócie…

Teraz jednak pojawia się problem, bo przesłanie kochać wszystkich nie jest trudne do zrozumienia… inna bajka, jeśli idzie o realizację. Spotkałam się już z wieloma podobnymi opiniami – głównie pytania typu: “Czemu mam kochać kogoś, kto uczynił mi coś złego?”. Na to pytanie odpowiem Tobie tak, jak zawsze:

Bo nie z człowiekiem mam walczyć, ale ze złem, które w nim jest(nie oszukujmy się – jest w każdym z nas, w różnym natężeniu, ale jest). A nie mogę zwyciężyć zła, pomnażając je… To przeczy logice!

i postaram się pokazać, że jednak można. To się tylko takie trudne wydaje… Uśmiech

KROK PIERWSZY: STAŃ NA CHWILĘ, GDZIEKOLWIEK TERAZ JESTEŚ, ZAMKNIJ OCZY I SPRÓBUJ SOBIE PRZYPOMNIEĆ OSOBY, KTÓRE OSTATNIO SPRAWIŁY TOBIE PRZYKROŚĆ, MOŻE ZAWIODŁY CIĘ… NIE MYŚL JEDNAK O NICH ŹLE, NIE ZŁORZECZ IM, NIE PRZEKLINAJ W MYŚŁACH. I.. NIE OTWIERAJ OCZU DOPÓKI IM W SERCU NIE WYBACZYSZ.

Krok najtrudniejszy i… najważniejszy. Nie można walczyć z nienawiścią, jeśli ma się z kimś “na pieńku”, bo taka walka efektu nie przyniesie.

KROK DRUGI: PO PROSTU ŻYJESZ, ALE STARASZ SIĘ NIE BYĆ POWODEM CZYJEJŚ NIENAWIŚCI – w sensie, że trzeba być dobrym dla ludzi(uwaga! WSZYSTKICH!)

Nawet tych, którzy w jakiś sposób się Tobie narazili. Jeżeli nie jesteś gotowy rozmawiać o krzywdzie jaka Cię spotkała, nie rób tego(bynajmniej nie w tej chwili). Staraj się unikać słowa “zemsta”. Ta do niczego nie doprowadzi… Poza tym – wybaczyłeś!

KROK TRZECI: JAK BĘDZIESZ GOTOWY, DAJ ZNAĆ – POGADAMY!

Czyli czas na szczerą rozmowę z Twoim niedawnym może “wrogiem”… Jeśli nie będzie chciał z Tobą rozmawiać, napisz list.

KROK CZWARTY: WRACAMY DO KROKU NR 2… Uśmiech

Czerwone serce

Dajcie znać za jakiś czas, jak Wam idzie?

Dobrej nocy, Kochani! Czerwone usta

Dewiza życiowa

roraty

Jedna z takich moich "dewiz życiowych" :)
Z przyzwyczajenia zdziwione twarze i słowa: "To niemożliwe" nie robią na mnie wrażenia. To nie jest niemożliwe, a trudne. Nikt jednak nigdy nie mówił, że będzie łatwo. Ta myśl mnie nieco pociesza.
Staram się przynajmniej w myśl słów: "Nie daj się zwyciężyć złu, a zło dobrem zwyciężaj" (Rz 12,21), które stanowią podstawę wszystkiego.