„Gdzie jesteś?” – dobre pytanie

Dawno mnie nie było.. Wieele się pozmieniało, już prawie zleciał pierwszy semestr studiów. W ciągu tego roku też wiele się wydarzyło, przeżyłam wiele, mam mnóstwo refleksji, doświadczeń i lekcji. Pozwolicie, że zachowam jednak dla siebie większość z nich. Cały czas się uczę.

Dziś 20 grudnia.. końcówka adwentu. A ja? Na samym początku tego czasu pojechałam na skupienie do Sióstr Honoratek pod Warszawę(polecam!). Tam ojciec zadał nam pytanie: „Gdzie jesteś?”. To pytanie też Bóg kieruje do Adama po grzechu pierworodnym(Rdz 3, 9). Ciężko mi było na nie odpowiedzieć. Dużo się dzieje przecież, ja, jak większość świata, gonię za wszystkim. Mam mnóstwo spraw, problemów. Siedzę w nich. Aaale… to nie odpowiedź.
Kolejne tygodnie adwentu, a ja nadal „nie czuję tego klimatu”. Wszyscy z niecierpliwością czekają na święta, tyle się o tym mówi. A do mnie to nie dociera? Jak?
Poszłam do sklepu. I wracając, skierowałam myśl ku górze. Bo ja nie wiem, gdzie jestem. Kiedy w tym całym natłoku spraw, tracę Go sprzed oczu, gubię się w tych moich „rozkminach”. A On? Siedzi cierpliwie. Jak zawsze. Czeka, aż wreszcie przestanę się zajmować tylko JA. Gdy znika JA, wtedy dzieją się cuda :)

Ilekroć, czujesz się potępiony, to nie On potępia, ale ty sam. Trzeba to przyjąć bez emocji. Zaakceptować. Wrócić. To jest właśnie ten czas. „Klimat” jest nieważny. Zajmij się sercem.

Troszkę o pierwszym piątku miesiąca…

Dziś pierwszy piątek – taki bardziej wyjątkowy, bo pierwszy w roku.

Anioł

Wielkie objawienia Serca Jezusowego

     Wyjątkową rolę w życiu św. Małgorzaty Marii odegrały cztery objawienia zwane wielkimi. Jezus ukazywał się jej już wcześniej, lecz w latach 1673-1675 w zakonie Sióstr Nawiedzenia w Paray-le-Monial czterokrotnie objawił się z zamiarem przybliżenia istoty kultu swego Serca. Zbawiciel życzył sobie, by czczono Je jako symbol Jego nieskończonej miłości do ludzi. Apostołce powierzył specjalną misję. Miała mówić ludziom o wielkim skarbcu miłości, jakim jest Serce Jezusa. Jej zadanie polegało na uświadomieniu ludziom konieczności zadośćuczynienia i wynagradzania Jezusowi za nasze grzechy.

Objawienie pierwsze – odsłonięcie tajemnic

     Pierwsze z wielkich objawień miało miejsce 27 grudnia 1673 r., w uroczystość św. Jana Ewangelisty. Jezus niespodziewanie ukazał się siostrze Małgorzacie Marii podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Odsłonił przed skromną zakonnicą tajemnice swego Boskiego Serca. Jezus tak objawił wielką miłość do człowieka: "Moje Boskie Serce goreje tak wielką miłością ku ludziom, a zwłaszcza ku tobie, że nie może już powstrzymać w sobie płomieni tej gorącej miłości. Musi je rozlać za twoim pośrednictwem i ukazać się ludziom, by ich ubogacić drogocennymi skarbami, które ci odsłaniam, a które zawierają łaski uświęcające i zbawienne, konieczne, by ich wydobyć z przepaści zatracenia". Po tych słowach Jezus ukazał zakonnicy swoje bijące Serce, a następnie zażądał jej serca. Oddała Mu je z radością, a On zanurzył je w swoim Sercu, po czym zwrócił Małgorzacie Marii "jako płomień gorejący w kształcie serca". Powiedział, że jest to drogocenny zadatek Jego miłości, która trawić będzie ją do ostatniej chwili. Od tej pory zakonnica miała odczuwać w swoim sercu nieustający ból, który narastał w każdy pierwszy piątek miesiąca.

"Odpowiadajcie Mu zatem miłością na miłość i nigdy nie zapominajcie o Tym, którego miłość do was pchnęła aż do śmierci".

św. Małgorzata Maria Alacoque

Objawienie drugie – Pan czeka na miłość ludzi

     Niedługo później siostra Małgorzata Maria doznała drugiego objawienia. Pewnego dnia udała się do kaplicy klasztornej, gdzie Zbawiciel już na nią czekał. Zobaczyła wtedy po raz kolejny Serce Jezusa. Zdawało się Ono spoczywać na tronie z ognia i promieni. Św. Małgorzata mogła nawet dostrzec ranę zadaną włócznią. Serce otaczała korona cierniowa, a u góry wieńczył Je krzyż. Jezus zażądał, by Małgorzata Maria przyprowadziła siostry i braci do Jego Serca. Polecił też powiedzieć ludziom, że ich kocha oraz że czeka na ich miłość. Jezus otworzył Serce przed nią, aby ludzie czerpali z Niego bogactwo miłości i miłosierdzia oraz łaski uświęcenia, potrzebne w drodze do Odkupiciela. "To nabożeństwo jest ostatnim wysiłkiem mojej miłości i będzie dla ludzi jedynym ratunkiem w tych ostatnich czasach" – oznajmił Jezus siostrze Małgorzacie Marii.

W czasie drugiego objawienia św. . Małgorzata Maria ujrzała Boskie Serce "jakby na tronie całkowicie z ognia i płomieni jaśniejących bardziej niż słońce, z raną i otoczone koroną cierniową, z krzyżem na szczycie"

Objawienie trzecie – Udręka z powodu niewdzięczności

     2 lipca 1674 r. siostra Małgorzata Maria zatopiona w modlitwie przed tabernakulum, nawet nie przeczuwała, co się zaraz wydarzy. Nagle pojawił się przed nią Pan Jezus. Z Jego ran biła niezwykła jasność. Światło rany Serca rozrosło się, a Pan zaczął mówić o niewdzięczności, jaką Mu ludzie odpłacają za Jego miłość. Sprawia mu to większą udrękę niż wszystkie cierpienia, których doznał w trakcie swego ziemskiego życia. "Przynajmniej ty staraj się mi zadośćuczynić, o ile to będzie w twojej mocy, za ich niewdzięczność" – powiedział Jezus Małgorzacie Marii. Zażądał, by przyjmowała Komunię św. tak często, jak tylko może, a zwłaszcza w każdy pierwszy piątek miesiąca. Chrystus polecił jej także modlitwę każdej nocy z czwartku na piątek między godz. 23.00 a 24.00. Siostra Małgorzata Maria uczestniczyła w ten sposób w śmiertelnym smutku Chrystusa, który stał się Jego udziałem w Ogrodzie Oliwnym.

Objawienie czwarte – ku Świętu Serca Jezusowego

Do najważniejszego z objawień doszło 19 czerwca 1675 r., w oktawie Bożego Ciała. Św. Małgorzata Maria klęczała przed Najświętszym Sakramentem, kiedy ujrzała Pana Jezusa. Odsłonił On swe Serce i powiedział: "Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, że niczego nie szczędziło, aż do wyczerpania i wyniszczenia się, by im dać dowody swej miłości. A w zamian od większości ludzi doznaję tylko niewdzięczności przez nieuszanowania i świętokradztwa, przez oziębłość i pogardę, z jaką się odnoszą do Mnie w tym Sakramencie miłości". Podczas tego objawienia Jezus zażądał, aby w pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała odbywała się szczególna uroczystość ku czci Jego Serca i aby w tym dniu przystępowano do Komunii św. oraz uroczyście wynagradzano zniewagi, jakich Serce Jezusowe doznaje od ludzi.

źródło:
http://adonai.pl
(na tej stronie znajdziecie mnóstwo fajnych rzeczy: modlitwy, opowiadania, artykułu, itp. POLECAM ZAJRZEĆ!)

To tak nieco w skrócie. Widzicie więc, że pierwszych piątków Kościół sobie nie wymyślił – wywodzą się one od samego Chrystusa. Nie każdy jednak o tym wie i tę historię zna, o czym miałam okazję się przekonać.

Pan Jezus dał św. Małgorzacie Alacoque dwanaście obietnic, dotyczących czcicieli Jego Serca:

1. Dam im łaski, potrzebne w ich stanie.
2. Ustalę pokój w ich rodzinach.
3. Będę ich pocieszał w utrapieniach.
4. Będę ich pewną ucieczką w życiu, a szczególnie w godzinę śmierci.
5. Będę im błogosławił w ich przedsięwzięciach.
6. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło i ocean miłosierdzia.
7. Dusze oziębłe staną się gorliwymi.
8. Dusze gorliwe prędko dojdą do doskonałości.
9. Będę błogosławił domom, w których wizerunek Serca mojego będzie czczony.
10. Osoby, które będą to nabożeństwo rozszerzały, będą miały imię swoje wypisane w Sercu moim.
11. Dam kapłanom dar wzruszania serc nawet najzatwardzialszych.

W nadmiarze miłosierdzia Serca mojego przyrzekam tym wszystkim, którzy będą komunikować w pierwsze piątki miesiąca przez dziewięć miesięcy z rzędu w intencji wynagrodzenia

że miłość Moja udzieli łaskę pokuty, iż nie umrą w Mojej niełasce, ani bez Sakramentów świętych, a Serce Moje będzie im pewną ucieczką w ostatniej godzinie życia. (
http://www.antoni-kapucyni.pl/nabozenstwa/pierwszy-piatek-miesiaca/
)

Brzmi obiecująco? No przecież! Wiec może pora zacząć praktykować pierwsze piątki miesiąca? Tak… na serio. Uwierzcie, że WARTO Uśmiech

A teraz… jaki cel miała wizyta na cmentarzu??? Wiecie… Tak w ogóle to żaden szczególny. Poza może zapaleniem lampki na grobie dziadka, modlitwą. Robię to prawie co tydzień. Ale dziś… no nie wiem, było inaczej. Może dlatego, że robiło się już ciemno, a ja byłam tam sama(nie boję się cmentarza)? Niee… to nie to. . .
Więc co?

Jak do tego dojdę, dowiecie się pierwsi Uśmiech 

W tej chwili jednak mam na głowie olimpiadę z biologii i opracowania do OTK, więc… spadam!

Miłego wieczorka i… rozważcie poważnie moją propozycję – warto! Puszczam oczko

Czerwone serce Was!

Wiara… w siebie(a raczej – jej brak)

Andrzejki!

Siemanko Kochani! Co tam u Was? Dzisiaj Andrzejki, więc pewnie wróżycie sobie z kart, wosku itp.

A ja? Ja, mając lenia totalnego, siedzę z kotem na łóżku i myślimy sobie o… niczym.
Muszę przeczytać „Dżumę”( A. Camus). Na razie dopiero zaczynam… nie było czasu. Poza tym mam troszkę do nadrobienia. Dzisiaj jednak postaram się coś napisać – mam jeszcze 2 tygodnie i kompletnie zero pomysłów. :)

(…) trzy lata gimnazjum rozwinęły moją zdolność do przekazywania uczuć na papier. Pisanie jednak nie odbywa się mechanicznie, a ja nie jestem wytwórnią pomysłów dla poezji. Cały czas muszę dużo pracować, prowadzić notatki(stąd moje chodzenie wszędzie z zeszytem), sporo czytać, uczyć się też czasem niektórych utworów na pamięć. To również ma swój cel. Muszę też przez cały czas poznawać punkt widzenia innych na temat moich prac, aby nie wpaść przede wszystkim w rutynę. Należy przecież przez cały czas poznawać coś nowego(…)

Dwa tygodnie – wydaje się dużo… Zależy tylko dla kogo.

Może jednak troszkę za dużo mam na głowie, ale to dopiero połowa spraw. W porównaniu z moimi pomysłami, na razie czekającymi na realizację, to – powiedzmy: „nic”. Mam jeszcze tyle planów…
i mało cierpliwości.

No, ale kończmy ten wstęp.. bo dzisiaj jest dość temat ciekawy do zrealizowania:

WIARA W SIEBIE

Wiem, wiele osób mogłoby powiedzieć, że mnie jej brak. To nie jest do końca prawda, ale to nie ma w tej chwili znaczenia. Mam wokół siebie kilka takich osób, które nie wierzą we własne siły. Nie mogę stwierdzić jednoznacznie, czym to jest spowodowane. Z doświadczenia własnego i obserwacji wnioskuję, że ten stan ma kilka przyczyn:
1) zbytnie porównywanie się z innymi;
2) brak poczucia własnej wartości;
3) niepochlebna opinia kogoś z otoczenia;
4) brak akceptacji
i można by do rana wymieniać…

Każdy człowiek jest inny. Nie ma dwóch takich samych osób – nawet bliźniaki są różne. Nie można więc porównywać się do innych, bo każdy ma inne predyspozycje, zainteresowania. To, że ktoś jest dobry w kilku rzeczach, a ja np. nie, nie znaczy, że nie mam swojej wartości albo on jest lepszy. Tak samo opinia innych też nie powinna kształtować naszego mniemania o sobie. Powinniśmy znać nasze predyspozycje, zdolności i zainteresowania…

No tak… fajnie się o tym pisze, ale co z praktyką?

Tu sprawa nie jest tak prosta, co jednak nie może być powodem do rezygnacji z pracy nad pojęciem własnej wartości. A są różne sposoby…

O tym jednak byłoby dziś za dużo, więc spróbuję jutro..

Dobranoc Kochani moi! ;*

Weekend wyrwany z życia :)

Przepraszam Was bardzo, że nie zaglądałam całe dwa dni. W piątek nie było czasu, a wczoraj troszkę bolała mnie głowa. Dziś jednak czuję się w miarę dobrze, więc zaglądam.

Co ciekawego wydarzyło się przez ostatnie dwa dni? No, więc uczestniczyłam w skupieniach organizowanych przez Siostry Wspólnej Pracy od Niepokalanej Maryi(Włocławek) – już drugi raz. To całkiem fajna sprawa – weekend wyrwany z życia, w czasie którego mogę stanąć na chwilę i dowiedzieć się czegoś o sobie.

W tym miesiącu spotkania prowadziła dla nas s. Oliwia. Harmonogram stanowił jedną wielką zagadkę, gdyż był ułożony tak, że nikt nie domyślał się, co będziemy robić o danej godzinie. To było super – każdy punkt był niespodzianką. Najwięcej domysłów przyniósł mi chyba tytuł „W=w”. Różne miałam pomysły na znaczenie, jednak właściwy(niestety) do głowy mi nie wpadł: „Wola Boża = wola ludzka”. Ogólnie tematem spotkania w tym miesiącu była świętość. Rozmawiałyśmy(chłopaków raczej nie zauważyłam – poza adoracją, bo wtedy jacyś się pojawili :)) na tematy związane ze świętością – jak zostać osobą świętą itp.
Towarzyszyły temu oczywiście: taniec, śpiew, rozmowy… Była też – rzecz jasna – Msza św. i adoracja Najświętszego Sakramentu(wczoraj). Nie czułam się wczoraj najlepiej. Już przed spowiedzią bolała mnie troszkę głowa, Mszę przeżyłam względnie dobrze, potem była chwilka przerwy przed adoracją..
Szczerze mówiąc, myślałam, że nie dam rady, jednak poszłam na nią. Taka dziwna sprawa: w czasie adoracji czułam się dobrze(z momentami „przerwy” nie czułam bólu głowy). Może to się wydaje troszkę banalne, jednak trzeba Wam wiedzieć, że moje „bóle głowy” są dość silne(zdarza mi się prawie mdleć), ale taka moja natura. Zazwyczaj trwają do czasu, aż się nie położę – po śnie to mija(lub nie i wtedy zaczynam dopiero się martwić), dlatego nie było dla mnie normalne, że czuję się dobrze skoro na chwilę przed czułam się strasznie..

No – to takie moje… doświadczenie.

Po adoracji był „Art Ducha”, czyli kolejna zagadka w planie(ostatnia). Na adoracji wszystkie miałyśmy białe koszulki założone na bluzy, potem na spotkaniu w sali siostra kazała nam je zdjąć i napisać kim jesteśmy dla Pana Boga.. Pomysły były różne: „Umiłowana córka”, „Dziecko Boże”, itp.
Potem wspólne zdjęcia… i z reszty tego dnia już nic nie wiem – za bardzo bolała mnie już głowa. Pamiętam tylko, że siostra przyszła do mojego pokoju i kazała położyć się spać…

Dzisiejszy dzień rozpoczęłam Mszą św. – dosłownie! – wstałam tuż przed zejściem do kaplicy. Potem śniadanie i podsumowanie. Co wyniosłam ze skupień? Przede wszystkim siłę na kolejny miesiąc, wiele nowych doświadczeń, i tę pewność, że mogę być ŚWIĘTYM!(no w końcu tego te skupienia dotyczyły :)).

Teraz jestem w internacie i wracam do swoich obowiązków.. Jutro mam sprawdzian z chemii, we wtorek z fizyki. Normalka :D

Dobrej noki, Kochani! :*